Jak niektórzy z Was wiedzą stworzyłyśmy sobie w Chinach
silną trójcę dziewczyn, które dzielnie pakują na siłowni. Nasza kampusowa
pakernia stała się dla owej trójcy „drugim domem”, nie rzadko pomagającym
oderwać się myślami od chińskiej rzeczywistości i oddać się marzeniom o naszych bliskich, serze białym, koniec
końców o Polsce J
W dzisiejszym poście przeprowadzę wywiad sama ze sobą,
zadając sobie kilka siłowniano-życiowych pytań. Zaczynamy!
X: Jak wygląda nasza
kampusowa siłownia?
A: Tutaj sytuację najlepiej zobrazują zdjęcia. Przede
wszystkim jest brudno. Nikt nie sprząta, nigdy. W połowie października, ktoś
zostawił pomelo gdzieś przy ścianie. Owy
owoc stał w tym samym miejscu dopóki… nie zniknął. Po całej siłowni
porozrzucane są wszelakiego rodzaju papierki, puste butelki. Kurzu nie brakuje.
Czasami też po podłodze przechadzają się robale. Sam sprzęt jakością nie
grzeszy. Ogólnie wygląda to tak jakby ktoś poszedł na nowotarską niedzielną
giełdę i kupił tam, rowerki stacjonarne z lat 70-tych. Oprócz rowerków znalazł
tam również sztangi, obciążniki, kilka ławeczek i 2 kettlebellsy. Nikt nie
odkłada sprzętu na miejsce. Wszystko jest czarne. Po treningu my również
jesteśmy czarne. Brak pryszniców. Ba! Brak toalet, szatni. Przychodzimy na
siłownię już przebrane, zwarte i gotowe do ćwiczeń.
X: Dlaczego akurat
tam ćwiczymy?
A: Bo ta siłownia jest najtańsza? I jest blisko. I znajduje
się na niej wszystko czego obecnie potrzebujemy. Co prawda płacę za nią lekko
więcej niż za mój „szczęśliwy karnet do Pura” we Wrocławiu, jednak jak na Chiny
i tak jest to całkiem przyjemna cena. Początkowo nie byłyśmy pewne ile wygospodarujemy
czasu na ćwiczenia. Miała być to taka
wstępna opcja, by sprawdzić „jak żyć”. Ponadto na naszej pakerni nie ma
klimatyzacji, wiec póki było ciepło to było ciepło, a jak było za ciepło to
były pootwierane okna. Jak jest zimno to ćwiczymy bardziej intensywnie i
cieplej się ubieramy. Póki co jeszcze się nie zraziłyśmy i nie zmieniamy
siłowni. Zdążyłyśmy się już „zaprzyjaźnić” z innymi stałymi bywalcami siłowni i
choć jest to relacja praktycznie bez słów to jest ona nad wyraz mocna. Drugi
chiński domek J
X: Jak się ćwiczy
wśród chińczyków?
A: Dobrze. Dla mnie lepiej niż wśród Polaków^^ Nigdy sama
nie robiłam treningów siłowych, a teraz
jestem w stanie sama pójść na pakernię i zrobić porządny trening.
Przełamałam wiec barierę psychiczną pt. „Nie pakuj sama wśród facetów, pewnie
każdy ocenia, czy robisz coś źle czy dobrze i ile bierzesz na klatę. Albo myśli
o czymś całkiem innym”. Bo ćwiczymy głównie wśród facetów. Dziewczyny pojawiają
się czasami, jednak nawet jak już jakieś są to raczej nie ćwiczą z obciążeniem.
Zdążyłyśmy już sobie wyrobić „szacunek”. Nie jesteśmy już jakąś specjalną
atrakcją tego miejsca. Dołączyłyśmy do grona stałych klientów.
X: Jak wygląda nasz
trening?
A: Cztery razy w tygodniu ćwiczymy siłowo. Poniedziałki,
czwartki ręce, a we wtorki i w piątki dolne partie ciała + plecy. Treningi
staram się skrupulatnie planować, ale mistrzostwa
w tej dziedzinie jednak nie osiągnęłam. Pozostałe dni to cardio, cardio +
brzuch, czy cardio + rozciąganie. Ogólnie jest miło i przyjemnie. Na siłownie
staramy się chodzić razem, bywa jednak iż plan dnia każdej z nas jest na tyle
zróżnicowany, iż ćwiczymy osobno.
X: To już wszystko na
dziś. Dziękuję za uwagę i życzę miłego tygodnia oraz efektów mobilizujących do dalszej pracy.
A: Również dziękuję.
Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz