środa, 30 listopada 2016

Siłownia

Jak niektórzy z Was wiedzą stworzyłyśmy sobie w Chinach silną trójcę dziewczyn, które dzielnie pakują na siłowni. Nasza kampusowa pakernia stała się dla owej trójcy „drugim domem”, nie rzadko pomagającym oderwać się myślami od chińskiej rzeczywistości i oddać się marzeniom  o naszych bliskich, serze białym, koniec końców o  Polsce J
W dzisiejszym poście przeprowadzę wywiad sama ze sobą, zadając sobie kilka siłowniano-życiowych pytań. Zaczynamy!


X: Jak wygląda nasza kampusowa siłownia?

A: Tutaj sytuację najlepiej zobrazują zdjęcia. Przede wszystkim jest brudno. Nikt nie sprząta, nigdy. W połowie października, ktoś zostawił pomelo gdzieś przy ścianie.  Owy owoc stał w tym samym miejscu dopóki… nie zniknął. Po całej siłowni porozrzucane są wszelakiego rodzaju papierki, puste butelki. Kurzu nie brakuje. Czasami też po podłodze przechadzają się robale. Sam sprzęt jakością nie grzeszy. Ogólnie wygląda to tak jakby ktoś poszedł na nowotarską niedzielną giełdę i kupił tam, rowerki stacjonarne z lat 70-tych. Oprócz rowerków znalazł tam również sztangi, obciążniki, kilka ławeczek i 2 kettlebellsy. Nikt nie odkłada sprzętu na miejsce. Wszystko jest czarne. Po treningu my również jesteśmy czarne. Brak pryszniców. Ba! Brak toalet, szatni. Przychodzimy na siłownię już przebrane, zwarte i gotowe do ćwiczeń.



X: Dlaczego akurat tam ćwiczymy?

A: Bo ta siłownia jest najtańsza? I jest blisko. I znajduje się na niej wszystko czego obecnie potrzebujemy. Co prawda płacę za nią lekko więcej niż za mój „szczęśliwy karnet do Pura” we Wrocławiu, jednak jak na Chiny i tak jest to całkiem przyjemna cena. Początkowo nie byłyśmy pewne ile wygospodarujemy czasu na ćwiczenia.  Miała być to taka wstępna opcja, by sprawdzić „jak żyć”. Ponadto na naszej pakerni nie ma klimatyzacji, wiec póki było ciepło to było ciepło, a jak było za ciepło to były pootwierane okna. Jak jest zimno to ćwiczymy bardziej intensywnie i cieplej się ubieramy. Póki co jeszcze się nie zraziłyśmy i nie zmieniamy siłowni. Zdążyłyśmy się już „zaprzyjaźnić” z innymi stałymi bywalcami siłowni i choć jest to relacja praktycznie bez słów to jest ona nad wyraz mocna. Drugi chiński domek J



X: Jak się ćwiczy wśród chińczyków?

A: Dobrze. Dla mnie lepiej niż wśród Polaków^^ Nigdy sama nie robiłam treningów siłowych, a teraz  jestem w stanie sama pójść na pakernię i zrobić porządny trening. Przełamałam wiec barierę psychiczną pt. „Nie pakuj sama wśród facetów, pewnie każdy ocenia, czy robisz coś źle czy dobrze i ile bierzesz na klatę. Albo myśli o czymś całkiem innym”. Bo ćwiczymy głównie wśród facetów. Dziewczyny pojawiają się czasami, jednak nawet jak już jakieś są to raczej nie ćwiczą z obciążeniem. Zdążyłyśmy już sobie wyrobić „szacunek”. Nie jesteśmy już jakąś specjalną atrakcją tego miejsca. Dołączyłyśmy do grona stałych klientów.


X: Jak wygląda nasz trening?

A: Cztery razy w tygodniu ćwiczymy siłowo. Poniedziałki, czwartki ręce, a we wtorki i w piątki dolne partie ciała + plecy. Treningi staram się skrupulatnie planować, ale  mistrzostwa w tej dziedzinie jednak nie osiągnęłam. Pozostałe dni to cardio, cardio + brzuch, czy cardio + rozciąganie. Ogólnie jest miło i przyjemnie. Na siłownie staramy się chodzić razem, bywa jednak iż plan dnia każdej z nas jest na tyle zróżnicowany, iż ćwiczymy osobno.




X: To już wszystko na dziś. Dziękuję za uwagę i życzę miłego tygodnia oraz  efektów mobilizujących do dalszej pracy.


A: Również dziękuję.

Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz