czwartek, 11 maja 2017

外国人

Po długiej przerwie i (raczej) przed kolejną długą przerwą. Dla większości z nam kończy się już bowiem "chińska przygoda". Tymczasem zapraszamy na kolejną porcję ciekawostek o Chinach!

1. Nieokreślona długość zajęć

Nigdy nie wiemy czego się spodziewać. Prowadzący nie przestrzega ramowych ram czasowych. Tym samym w sali możemy spędzić od 30 minut do 3 godzin. Trzech godzin wykładu, (najczęściej po chińsku) gdyż coś takiego jak ćwiczenia nie ma racji bytu. "Ćwiczymy" wykonując zadania domowe.

2. Alkohol = wino

Nie ważne ile ma procent. Chińskie "wine" może mieć ich nawet 60.




3. Chińczycy są niezwykle muzykalni

A objawia się to po prostu tym, że uwielbiają śpiewać. I to w myśl zasady, że śpiewać każdy może. Czy młody, czy stary. A przede wszystkim, czy umie, czy nie umie. Śpiewa każdy. I chyba żaden nie uważa, że nie umie.


4. Mnogość konkursów

U nas na uczelni konkursy zaczęły wyrastać jak grzyby po deszczu wraz z wiosną. Tematyka przeróżna, bynajmniej nie powiązana ze studiami. Począwszy od tych miej zaskakujących - śpiewaczych, na zawodach w tworzeniu kompozycji z owoców na czas kończąc.






5. Bielizna

Szukasz majtek powiększających pośladki? Tutaj znajdziesz je z łatwością. Biustonosze natomiast różnią się od tych standardowych europejskich. Bardzo ściągające biust, nierzadko zapinane na niezliczoną ilość haftek.

6. Zielenina!

W Chinach zakochałam się w podduszanych zielonych liściach w ramach obiadu. Liściach czego? Nie mam zielonego pojęcia. Chińczycy mają dużo więcej zieleniny niż kapusta, szpinak, czy szczypiorek. I wszystkie te rzeczy są pyszne.




7. Kurczaczki we włosach na 2017 rok

Czyli rok koguta. Przypominają ozdoby które u nas można zakupić w okresie Wielkanocy. Noszone w ramach ozdoby, nadają się do każdej stylizacji.

8. Gorąca woda lekarstwem na wszystko

Jesteś chory? Bóle głowy, gorączka? A może wysypka. Tak czy siak najlepszym lekarstwem na pewno będzie kubek gorącej wody. W ramach kolejnej ciekawostki - Chińczycy piją "zwykłą", przegotowaną wodę. Woda mineralna wręcz im nie smakuje.

9. Wyparzanie sztućców i naczyń pierwszym wywarem z herbaty

Przeważnie idąc do restauracji na stołach czeka na klienta zastawa zapakowana w folię (naczynia w  lepszych knajpach nierzadko myte są przez firmy zewnętrzne). Należy je odpakować, a następnie wyparzyć zalewając konstrukcję z odpowiednio ustawionych naczynek pierwszym wywarem z herbaty, którą następnie zlewa się do przygotowanej w tym celu miski.



10. Nie zamykanie drzwi do toalety przez Chinki

W toaletach publicznych owszem, nie zawsze znajdują się kabiny, zdarza się więc, że sika się dosłownie publicznie. Jednak nawet jeżeli takie kabiny już są, drzwi do nich nierzadko nie są zamykane na zamek. Standardem jest natykanie się na kogoś w upatrzonej kabince. Można również spotkać osoby załatwiające swoje potrzeby przy otwartych na oścież drzwiach.

11. "Świętowanie" śmierci

Dawny zwyczaj, podobno obecnie rzucający się w oczy głównie na wsiach, w miastach. My po raz pierwszy doświadczyłyśmy go dopiero w tym miesiącu. Po śmierci bliskiej osoby rodzina powinna wyprawić jej godne pożegnanie w postaci 3 lub 7dmio dniowych "uroczystości pożegnalnych", w zależności od statusu finansowego. W trakcie owych obchodów przez cały dzień huczą fajerwerki, czy organizowane są specjalne pochody podczas których palone są rzeczy, które miałyby się przydać zmarłemu po śmierci, bądź też ich symbole ( jak np. makieta domu zmarłego).  Można również wynająć zespół, który swoim śpiewem będzie uświetniał panującą atmosferę.

12. Połamane krzesła

Czyli to, co uczniowie lubią najbardziej :)  Zajęcia w Chinach mogą trwać bardzo długo, a studenci również w czasie wolnym spędzają dużo czasu na uczelni. Dlatego też możemy się spotkać z motywem krzeseł ze złamanym oparciem na których to można wygodnie uciąć sobie drzemkę w pozycji półleżącej.

13. Stołówki

Chińskie stołówki uczelniane są niezwykle lubianym miejscem. Znajdziemy na nich szeroki wybór jezdnia w bardzo przystępnej cenie. Aby za nie zapłacić należy doładować legitymację studencką. Przy danej potrawie znajduje się czytnik do którego przykładamy dokument działający na zasadzie PayPassa.



14.  Płacenie legitymacją studencką

Możliwe jest również w niektórych sklepach.

15. Suszenie prania


Bardzo popularne w warunkach "polowych". Na kampusie częstym zjawiskiem jest rozwieszanie pościeli  na krzakach.  Znajdziemy również i dużo ciekawsze rozwiązania. Przykład poniżej. 



Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska

środa, 4 stycznia 2017

Po chińsku

Dzisiaj kolejny post z serii ciekawostek. Czas start:

1. „Parapetówki”

Zostałyśmy zaproszone na takową. Myślałyśmy, że jedziemy do nowo zakupionego domu jednego z pracowników firmy w której odbywałyśmy praktyki. Impreza odbyła się jednak w restauracji do której  zaprosił całą swoją rodzinę, przyjaciół, wszystkich pracowników firmy i nas – Polki. Wznoszenie toastów z nami sprawiało im niemałą satysfakcję. Odniosłyśmy wrażenie, że gospodarz imprezy głęboko wierzy, iż nasza obecność na niej jest nijakim talizmanem, zapewnieniem szczęścia na kolejne lata.



2. Zdziwienie, że można więcej

Chińczycy mają dużo mniejszą zdolność przyswajania alkoholu niż Europejczycy. Nie jest to kwestią wprawy, lecz uwarunkowania genetycznego. Na moim poziomie wiedzy z biologii po prostu przyjęłam tą prawdę. Zdziwienie jak bardzo ludzie mogą się różnić w tej kwestii nadal nas jednak nie opuszcza.

3. Ozdoby samochodowe

Brylanciki, kryształki i wszelakie ozdobniki. Kotki, pieski i inne takie. Ogólnie chiński samochód przyjmie wszystko.






4. Koszt przejazdu autobusem

Jest stały dla danej linii, niezależnie od tego ile przystanków nią przyjedziesz. Czyżby to związane było z tym, że nigdy nie wiesz, czy autobus przyjedzie, jak długo będzie jechał, czyli po prostu czy zdążysz gdzieś na czas? Jest to najtańsza forma transportu, aczkolwiek najbardziej nieprzewidywalna. Często chcąc oszczędzić czas i nerwy dojeżdżamy z kampusu do najbliższej stacji metra autobusem, a potem poruszamy się już pod ziemią.



5. Noszenie torebki za kobietę

Mój tata jest dżentelmenem i owszem torebkę mojej mamy czasami przejmuje, jednak tylko wtedy, gdy ewidentnie widać, że jest ona dla niej sporym ciężarem. Tutaj noszenie za kobietę torebki jest jednak bardzo powszechne. Niezależnie od tego, czy jest ona ciężka, czy nie. Często widać pary podczas spaceru, gdzie ubrana w fioletowy płaszczyk dziewczyna trzyma za rękę chłopaka. Chłopak przez ramię ma przewieszoną słodką torebeczką z równie fioletowym jak płaszczyk puszkiem.

6. Rajstopy w rozmiarze uniwersalnym

Nie znajdziesz tu podziału na dwójki, trójki, czwórki itd. Wniosek: Chinki po prostu muszą być uniwersalnego rozmiaru. Inaczej nie mogą chodzić w rajstopach.

7. Średnia wzrostu

Nie jest wysoka. Nie oznacza to  jednak iż nie ma wysokich Chińczyków. Są  i to naprawdę sporo, obu płci. Chińska średnia wzrostu jest  jednak zaniżona przez naprawdę drobne, wręcz filigranowe kobiety, których owszem, jest tu spora ilość. Znacznie większa niż w Europie. W Polsce to ja uchodzę za jedną z niższych osób. Tutaj kobieta może być ode mnie o głowę niższa i nie wzbudza to większego zdziwienia.



8. Świętowanie

Chińczycy korzystają z okazji do świętowania i mam wrażanie, że obchodzą wszystkie możliwe święta, łącznie ze Świętem Dziękczynienia. 

9. Promocje

Ze świętowaniem wiążą się promocje w sklepach stacjonarnych, czy online. Każde święto jest więc dobrą okazją do zakupów. A zakupy Chińczycy lubią bardzo. Przecen można też się spodziewać 10.10, 11.11, czy 12.12. Jak wiadomo naród ten dużą wagę przywiązuje do symboliki.




10. Dzień pierogów, jabłek itd.

Takie rzeczy też się obchodzi. Gdy w danym dniu zjesz konkretną rzecz ma Ci to zapewnić szczęście na przyszłość. W dzień jabłka (24.12) powinieneś zjeść jabłko, ale również dać owoc swoim znajomym. Można wtedy kupić je pięknie opakowane w małych pudełeczkach (nierzadko z napisami w stylu „Merry Christmas”). Ceny za jabłko również są odświętne.



Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Kościół Katolicki w Changshy

Kościół Katolicki w Changshy jest jeden. Podróż do niego trwa około 1,5 godziny (autobus + metro + spacer).  Znajduje się on w centrum, jednak jego najbliższe otoczenie jest raczej mało zachęcające do odwiedzin.



Sam budynek i wnętrze wyglądają normalnie. No może w zewnątrz wydać kilka typowo chińskich elementów. W środku znajdziemy jednak przytulną przestrzeń, która wystrojem i kolorystyką przypomina polskie, wiejskie kościółki.


W głównej części ołtarza znajduje się Maryja, która wcale nie jest skośnooka. Jezus w stajence postawionej przy ołtarzu też skośnooki nie jest, pasterze również. Przypuszczam, że jest to kwestia panującego tutaj kanonu piękna i „kultu europejskości”.

A teraz bardziej duchowo. Przed przyjazdem tutaj nie spodziewałam się, że będę miał tutaj możliwość regularnego uczestniczenia chociaż w niedzielnych Mszach Świętych, a jednak jest to możliwe. W niedziele odbywają się nawet Msze dla obcokrajowców. Są one prowadzone w języku angielskim z tłumaczeniem na francuski, gdyż powstały z inicjatywy sporej ilości katolickich Afrykanów, którzy stanowią 95% uczestników danych nabożeństw. Ksiądz celebrujący – angielskim nie zachwyca, ale widać, że bardzo się stara. Jest też możliwość skorzystania ze spowiedzi, po poprzednim zasygnalizowaniu, że się  chce. Po prostu trzeba się z księdzem umówić.


Jak wygląda Kościół? Tak jak wspomniałam ludzie których spotykam na „mojej” Mszy Świętej dla obcokrajowców to głównie Afrykanie. Nabożeństwo jest więc „żywe”, pełne energii, śpiewu, „tańca”, otwartości. Obserwując modlących się ludzi widzę, że oni są tam bo chcą, że naprawdę zwracają się do Boga. Mocno wyczuwalna jest owa wspólnotowość, dużo bardziej niż jakby człowiek trafił na Mszę do przeciętnego polskiego kościoła. Nawet jeżeli Kościół Katolicki w Chinach jest jakkolwiek kontrolowany przez państwo to w tym momencie mało mnie to interesuje.

Podczas Świąt Mszę odbywały się wyłącznie w języku chińskim, wspólne dla wszystkich. Podczas nich miałam znowuż okazję obserwować Chińczyków. Obserwacje są podobne. Wszystkim zależy. Aż miło patrzeć.









Zwróćcie szczególną uwagę na świąteczne dekoracje. Serce estety krwawi. Styl typowo chiński. Najgorsze jest jednak to, że panuje on również w architekturze, czy grafice :) 

Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Aleksandra Słota

czwartek, 8 grudnia 2016

Takie Chiny

Kolejna porcja rzeczy, które zwróciły naszą uwagę.

1. Dużo darmowych toalet

O jakości chińskich ubikacji zostało już wiele powiedziane. Jakkolwiek nie zachwycają one standardem, Chińczycy doskonale zdają sprawę z tego, że człowiek to człowiek i toalety potrzebuje. Co za tym idzie w każdym miejscu publicznym znajdziemy mnóstwo przystanków na sikundę. Co więcej nawet jeżeli dana knajpka nie ma toalety dla klientów- znajduje się ona na pewno na ulicy przy której ona się znajduje. Metro? Dużo toalet. Oczywiście wszystkie, wszędzie są darmowe. Człowiek chciałby rzec: Sikaj do woli!

2. Nieorientowanie map

Cóż. Jesteście przyzwyczajeni do tego, że patrząc na mapę u góry zawsze znajduje się północ? W Chinach tak nie ma. Kierunki świata rozmieszczane są dowolnie, trzeba więc zwracać uwagę na „strzałkę północy”.

3. Slumsy obok drapaczy chmur

Różnice klasowe najbardziej widoczne są właśnie w architekturze. W Changshy na przestrzeni kilkudziesięciu metrów możemy znaleźć rozwalające się mini domki Chińskiej biedoty, które składają się praktycznie z samej kuchni i kontrastujące z nimi pełne przepychu biurowce.


4.  Mięso z kośćmi

Mniam. Osobiście nie umiem sobie schludnie poradzić z nóżką kurczaka, więc wkładanie do ust kości z bliżej nieokreślonej części ciała świni, czy krowy jest nie dla mnie. A mięso podawane bywa właśnie w ten sposób. Nie ma co marzyć o kotlecie. Mięso to kawał kości, spomiędzy której należy jakoś wyjeść jadalne kawałki. Chińczycy radzą sobie z tym w ten sposób, że wkładają całość do buzi, mielą to co się da, a resztę wypluwają.


5.  Kolorowe zwierzątka

Czy marzyłeś o tym, żeby mieć różowego króliczka? Albo pieska w tygrysie paski? W Chinach jest to możliwe!



6. Sklepy zoologiczne

Również „na ulicy”. Zwierzęta zamykane są w małych kolorowych klatkach.  W takim ulicznym zoologicznym możesz kupić nawet Husky.


7.  Zwierzątka w paczce

Nie masz po drodze ulicznego zoologicznego? Możesz zamówić swoje wymarzone zwierzątko online i odebrać w punkcie odbioru paczek, czyt. zwierzątko przyjdzie w podziurkowanej paczce. Przewidzieli konieczność pobierania powietrza przez potencjalnego chomika. Ciekawa jestem tylko, na ile Twój nowy chomik jest wstrząsoodporny.

8. Rozwalające się chodniki

Czy wyobrażasz sobie układanie płytek chodnikowych bez żadnej zaprawy? Podczas pierwszych kilku dni wygląda nawet ładnie, potem pomiędzy poszczególnymi elementami robią się coraz większe szczeliny, a potem? A potem przychodzi sezon deszczowy i cały chodnik pływa. Następując na płytę trzeba uważać by stanąć idealnie na jej środek, jednak czasami i to nie wystarcza, by uniknąć zachlapania siebie i otoczenia. Osobiście wybieram przechadzki jezdnią.


9. Busiki turystyczne

Jeżdżą chodnikami dla pieszych, pędzą jak szalone od punktu do punktu i mają umowne pierwszeństwo nad pieszym. Wycieczka do parku w sezonie stwarza zagrożenie dla życia.


10. Bambusowe rusztowania

Najwyraźniej się sprawdzają.


11. Wielopoziomowe drogi, torowiska

Dużo ludzi = duże zapotrzebowanie na wszelakie środki transportu. Zawiłe sieci komunikacyjne wyglądają po prostu zjawiskowo. Zawiłe sieci komunikacyjne na wysokości kilkudziesięciu metrów wyglądają jeszcze bardziej zjawiskowo.



12. Szybkie pociągi

Ponad 300 km/h. Komfort jazdy – jak w  jakimś naszym polskim ładnym Intercity, czyli jak na chińskie standardy wysoki. Cena również jeż wysoka. Bilet na szybki pociąg jest blisko 3 razy droższy niż na „zwykły pociąg”. Człowiek decyduje się na niego albo jak ma dużo pieniędzy, albo jak bardzo zależy mu na czasie. Z dodatkowych ciekawostek: w chińskim „zwykłym pociągu” możesz sobie wykupić miejsce siedzące w dwóch standardach. Jedna opcja to siedzenie na twardej „desce”, druga to normalne, obite materiałem i jakąś gąbką siedzenia.


13. Starbucks, Costa Coffe, McDonald, KFC, Pizza Hut

Czego dusza zapragnie. Ceny zbliżony do polskich. Moja dusza jeszcze nie zapragnęła.

14. Kury u jubilera

Taki zwykły widok. No bo przecież czemu nie?


15.  Masa kabli na ulicach

Dużo ludzi = dużo infrastruktury nadziemnej. Pytanie tylko, czy wieszanie na niej prania jest super bezpieczne.


16. Poczta w Chinach

Jest dużo różnych „dostawców” i punktów odbioru paczek. Na naszym kampusie znajduje się ich dobrych kilkanaście. Zamawiając coś podajemy swój numer telefonu, na który później dostajemy smsa z adresem pod który należy się udać, by odebrać przesyłkę. Owe punkty z pozoru wyglądają niepozornie, łatwo je jednak rozpoznać po tłumach Chińczyków zgromadzonych dookoła. Pokazujesz smsa i dostajesz zamówioną rzecz. Z paczkami z Polski jest podobnie. Konieczne jest wydrukowanie(!) naszego chińskiego adresu (próby przepisywanie chińskich znaczków kończą się nieudolnie) i podanie chińskiego numeru telefonu na który miałby dojść sms. Wardo wspomnieć też, że paczki muszą być iście pancernie zapakowane, gdyż przychodzą w różnym stanie.



17.  Wysokie progi

I żaden zły duch do domu nie wejdzie. Tylko ludzie muszą o tym pamiętać, żeby nie wybić sobie zębów.

18.  Magia rolek

Coś co rozpoczęło się, gdy pogoda uległą ochłodzeniu. Na placu głównym potrafią zebrać się tłumy młodych ludzi, rozstawiających na nim małe kolorowe pachołki i jeżdżących na rolkach ze świecącymi kółeczkami. Takie rzeczy jednak tylko po zmroku.


19.  Wspólne tańce

To za to wieczorna rozrywka dla starszych. Swoisty rodzaj aerobiku do tradycyjnej chińskiej muzyki, tłumnie gromadząca kobiety w przedziale wiekowym 30-xxx. Niezwykle ciekawy motyw. One traktują to chyba jako rodzaj sportu, przy czym średnio się chyba przy tym jakkolwiek zmęczyć (raz dołączyłyśmy do grona ćwiczących). Dla nas jest to głównie ciekawe zjawisko, pokazujące jak bardzo ważna dla Chińczyków jest tradycja i wspólnotowość (którą przy tak dużej liczbie ludności łatwo zagubić). I oczywiście brawa dla Pań którym się po prostu chce.



20.  You can dance

Chyba, że akurat can`t. Jeszcze nigdy nie widziałam dobrze tańczącego chińczyka. Chińczycy mają bardzo specyficzny rodzaj poruszania się. Nawet, jeżeli uważają, że umieją tańczyć dla nas to tak nie wygląda. Raz miałyśmy okazję poznać dziewczyny ze szkoły artystycznej. Ochoczo wystąpiły dla nas. Jednak tańczyła jazz, druga balet. Myślimy „ooo, ale super”. Jak się później okazało, jazz w niczym nie przypominał jazzu, był  raczej kiepskim występem sztywno ruszającej się cheerliderki do chińskiego popu. Balet był zlepkiem kilku figur z elementami charakterystycznymi dla chińskiego ideału piękna ruchów kobiecych dłoni.


Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska