czwartek, 22 września 2016

Co w Chinach dziwi

To, co rzuciło mi się w oczy. Kolejność przypadkowa.

1. Skutery zamiast rowerów. Elektryczne, nie wydające dźwięku podczas jazdy, dlatego też kierowcy nieustannie używają klaksonów. Skutery jeżdżące wszędzie. Po chodniku, po jezdni, po pasach zieleni. Skutery przewożące nieograniczoną liczbę osób w wieku wszelakim + psa. Standardowy obrazek- mama, tata, 2 letnie dziecko ledwie stojące na nogach, trzymające się za kierownicę i zwierzak domowy w przednim lub tylnym koszyku. Skutery z przeróżnymi daszkami, których celem jest ochrona przed słońcem. Możemy podzielić je na "profesjonalne" i prowizorycznie skonstruowane przez właściciela pojazdu np. z jakichś liści.



2. Przechodzenie przez ulicę. Totalna abstrakcja. Związane jest to głównie z tym, że samochody jeżdżą jak chcą: pod prąd, środkiem jezdni, czasem chodnikiem, uliczką dostępną tylko dla pieszych- wszystko jest dozwolone. Myślisz, że ktoś się zatrzyma jak widzi, że akurat wyszedłeś na jezdnię? Źle myślisz. Przechodzenie przez jezdnię to istna walka o przetrwanie. Tak jak w przypadku skuterów- kierowcy nieustannie używają klaksonów. Już niemal jestem nieczuła na ten dźwięk, gdyż brzmi on nieprzerwanie. Jedynym plusem chińskich kierowców jest to, że jeżdżą na prawdę wolno.  Nie mają jednak innego wyboru gdyż za dużo ludzi = za dużo samochodów = korki. No i piesi na których trzeba uważać.


3. Dzieci z dziurawymi gaciami. Tak samo - mogą być bardziej (kupione już z dziurą w sklepie) lub mniej profesjonalne (z dziurą handmade). Polega to dokładnie na tym, jak brzmi. Dziecko do około 3 roku życia chodzi z gołym tyłkiem. Nie rozumiem w ogóle po co im są te spodenki. Całość wiąże się z tym, że dzieci wypróżniają się gdzie im się podoba. Sikające dziecko w supermarkecie na środku alejki z produktami spożywczymi - standard. Później opiekun dziecka podchodzi do powstałej kałuży i albo wyciera ją chusteczką, albo zostawia jak jest. Robiącego kupę dziecka, jeszcze nie widziałam, ale widziałam kupe w metrze. Nie chciałabym widzieć jak takie dziecko załatwia swoje potrzeby mamie na kolana, albo sika na mnie, bo przypadkiem koło niego stoję. Co ciekawe w Chinach są pampersy i to w normalnych cenach, wniosek jest jeden - oni po prostu ich nie potrzebują.

4. Autobusy. To, że stare, rozklekotane, ledwo jeżdżące i wypchane po brzegi ludźmi to nic. Najciekawsze jest to, że nie ma żadnego rozkładu jazdy. Po prostu stajesz na przystanku i czekasz. Może coś przyjedzie, a może nie. Chyba po prostu chcieli tym uniknąć skarg o spóźnianie się.


5. Smród. Straszliwy odór i brud do którego się raczej nigdy nie przyzwyczaję. Jeszcze rozumiem, że śmierdzi, bo jest syf (którego wielkość i mnogość jest nie do zaakceptowania).  Rozumiem, że śmierdzi w miejscach gdzie zlewają resztki żarcia, tłoczących się przez cały dzień. Ale, że śmierdzi samo jedzenie, które z założenia ma być najpyszniejsze na świecie? Najgorsze są miejsca gdzie przyrządzają czarne tofu. Przysmak Hunan. Nie spróbuję cholerstwa. Wszyscy mówią, że durian śmierdzi. Nie, durian przy tym wszystkim pachnie.



6. Brak higieny u Chińczyków. No dobra, podobno się nie pocą. Ok., ale zęby mogliby myć.

7. Na prawdę nie spodziewałam, że tak będzie - dziękuję temu, kto nie dopuszcza w Chinach stosowania europejskich kibli. Nie wyobrażam sobie, żebym miała się załatwiać do całych zasikanych i wysmarowanych fekaliami sedesów. W istniejących w chińskich toaletach dziurach przynajmniej nie widać większości tego syfu i zawartości, po prostu wpada od razu do rury. Niestety, co dla Chin charakterystyczne, tutaj również śmierdzi i w większości przypadków buty kleją się do podłogi, a w toaletach publicznych nie uświadczysz ani papieru toaletowego ani mydła.


8. Brak słuchu muzycznego. I też nie chodzi mi wcale o to, że każdy chiński utwór, którym oni się zachwycają brzmi jak zwolnione i smętne disco polo. Bardziej boli to, że idąc wieczorem ulicą ktoś kolokwialnie mówiąc drze ryja do mikrofonu, myśląc, że ładnie śpiewa i jeszcze dostaje za to pieniądze. Albo gra na skrajnie rozstrojonych skrzypcach. Oj jak boli.

9. Brak jakiegokolwiek wyczucia estetyki. Jeżeli chodzi o ubiór to w większości przypadków jest to po prostu śmieszne, jeżeli chodzi o plakaty, ulotki, reklamy w metrze to już przeraża. Wszystko jest przesycone kiczem. Poczynając od doboru kolorów, poprzez wszelakie ozdobniki na czcionkach kończąc. Nie spodziewałam się, że chińskie znaczki mogą być pisane na tyle różnych fikuśnych sposobów. Jeśli chodzi o filmiki w metrze - mieszanka oburzenia i obrzydzenia. Standardowy przykład : reklama piekarni - gruba, chińska babeczka zjada pod rząd 3 pączki. Dosadnie je przeżuwając, pokazuje co ma w środku, bawi się resztkami jedzenia, hiperbolizując przy tym ubrudzoną twarzą wszystkie doznania towarzyszące procesowi trawienia słodkich wypieków. Co mówi? Chyba zachwala piekarnie, ale przy tym drze się tak, jakby zadzwonił do niej ktoś z RMFu.


10. Drogie ciuchy. Serio. Czasami coś jest w przystępniej cenie, ale tak śmierdzi plastikiem, że strach to nawet dotknąć. Rzeczy których jakość uważam za przystępną są drogie. Jest jeszcze trzecia kategoria rzeczy - pochodzenia nieznanego, też drogie, ale ani ładne, ani modne, ani super jakościowo. Są to rzeczy brzydkie i niespełniające wymogów współczesnego świata jak np. dopasowana mini 100% dżinsowa spódniczka. Oblejesz się wodą- już jej z siebie nie ściągniesz. Daje natomiast plus za mnogość "perełek". Dlaczego nie było mnie tu w gimnazjum! „Perełki” też są drogie, ale przynajmniej są perełkami i nie trzeba ich przerabiać, żeby były ekstra wyjątkowe:) Powiewają kiczem, że aż strach. Klapki obszyte futerkiem, trampki z 10 centymetrową podeszwą itd. Może chociaż na jedną taką "perełkę” się skuszę.  Co do butów - podobno żadne nie są oryginalne, a te naprawdę dobre podróby kosztują tyle co normalne. Myślę jednak, że przed wyjazdem zakupię sobie parę mniej oryginalnych, jednak naprawdę bobrze wyglądających adidasów za 80 juanów = 50 zł.




11. Język. Drą się strasznie. Cały czas wyglądają jakby się kłócili. I w dodatku sami się nie rozumieją. Podobno w samym Hunan funkcjonują 4 różne dialekty. I to nie działa tak jak w Polsce (czy powiedz pieniądze, czy piniądze to i tak ktoś zrozumie o co chodzi), u nich każda sylaba ma inne znaczenie. Ba! każda sylaba może być różnie przeczytana i to w 4 tonach. Jedyną spójną dla Chińczyków rzeczą jest pismo. Ogólnie bardzo irytuje mnie ten język i straciłam ochotę by się go uczyć.

12. Dziewczyny. Chinki są identyczne. Owszem są małe różnice wyglądowe, ale małe (każda jest mała, chuda, bez biustu, bioder, każda ma jasną karnację, ciemna wąskie oczy i piękne grube czarne włosy). Przerażające jest jednak ich pragnienie wyglądania tak samo. Nie rozmawiałam jeszcze o tym z żadną Chinką otwarcie, ale strasznie się to rzuca w oczy. Tak jakby naczytały się jakichś poradników pt. "Jak powinnam wyglądać". One nawet chodzą tak samo. Co więcej, zachowują się jak lesbijki. Chodzenie za rękę - standard. Ok., ja też chodzę za rękę, czy pod rękę z koleżankami, ale czasami i na prawdę to co robią Chinki nie ma z tym zachowaniem nic wspólnego. Widząc dwie Chinki-przyjaciółki odnosisz wrażenie jakbyś spotkał dwie napalone na siebie osoby.


13. Wpychanie się do kolejki. Tu nie ma czegoś takiego jak kolejka. Nawet jeżeli ją uformujesz Chińczyk i tak ją "ominie".

14. Najdziwniejsze na świecie pojazdy. Jakbym znalazła się na zawodach w lataniu Redbulla.

15. Plucie i charkanie. Ludzie potrafią stanąć na środku chodnika i niemal wymiotować śliną tak o, bo akurat mają ochotę. Albo taka sytuacja - siedzisz sobie grzecznie przy stoliku w knajpie, a gość obok ciebie opluwa cały stół śliną i resztkami jedzenia. Smacznego.

16. Wszystko wygląda jak burdel. Czy to sklep spożywczy, czy apteka, czy zoologiczny, czy fryzjer, czy piekarnia. Wszędzie czerwone lampeczki, lampioniki...


17. Nie ma czegoś takiego jak zupa, chociaż w naszym odczuciu coś, co jest wodniste i w środku ma pływające rzeczy powinno nią być. Oni nazywają to daniem z makaronem.  Dla Ciebie to jest rosół. Tyle tylko, że możesz go zjeść na 37261876381639131 rożnych sposobów. Także czeka mnie rok z rosołem. Rosół z wołowiny, rosół z wieprzowiny, rosół z orzechami, rosół z jajkiem, rosół z zieleniną itd. itp.


18. Brak bezpańskich zwierząt. Zostawisz zwierzaka - zostanie zjedzony. Podobno to nie bajki.


19. Zero aktywności fizycznej u Chińczyków. Tu nawet nie widać, żeby ktoś się gdzieś spieszył. Siłownie- nieliczne i obskurne, przeważnie tylko ze strefą cardio z rowerkami i bieżnią. Jedyną atrakcją są „faceciki” grający czasem wieczorem w kosza, albo starsze panie przechodzące z nogi na nogę w rytm muzyki relaksacyjnej na jednym z kampusowych skwerków po zapadnięciu zmroku.

20. Monogość wysokich budynków. To jednak nie powinno jakoś super hiper dziwić. Chińczyków jest za dużo, żeby stawiać budynki niższe niż 30 pięter. Dla przeciętnego europejskiego człowieka brak domu jednorodzinnego w promieniu x km jest jednak zatrważające. Niepokojące jest również to, że w każdym nawet w drapaczy chmur, czy to na balkonach czy w oknach, obecne są kraty. Jest to zrozumiałe na niższych piętrach, ale czy mieszkańcy Azji są aż tak dobrymi podniebnymi włamywaczami, że kraty niezbędne są również na najwyższych piętrach?



21. "Kult europejskości". Chory kult. Począwszy od tego, że ludzie Cię obserwują, wytykają palcami, chcę sobie z tobą robić zdjęcie, a skończywszy na operacjach plastycznych, powiększających oczy. Nie mówiąc już o klubach z europejskimi striptizerami, w których jedna noc kosztuje Chińczyka fortunę.

22. Sztuczna zieleń. Bądź co bądź jesteśmy architektami krajobrazu i to też boli. Zielone dachy ze sztuczna trawą (tym samym życzę Kamili powodzenia w pisaniu pracy magisterskiej^^), zielone donice ze sztucznymi kwiatami. Albo sztuczne kwiaty podoczepiane do drzew i sztuczne zielone ściany. A my stoimy i płaczemy. Hitem są też kroplówki dla drzew, z wyglądu identyczne do kroplówek podłączanych pacjentom w polskich szpitalach. Mają pomóc odżyć zaschniętym i martwym już drzewom, ale czy na pewno pomogą?




Tekst: Aleksandra Słota
Zdjęcia: Kamila Pawłowska

1 komentarz:

  1. Z większością rzeczy się zgadzam, aczkolwiek mam pewne zastrzeżenia co do dziewczyn. Możliwe że nie mieszkam w tak wielkim mieście jak Ty (Pekin?), ale jeśli tak chwile się rozglądnąć to wcale nie jest aż tak źle :) a jeśli chodzi o jedzenie to jest całkiem przystępne, choć spodziewałem się więcej mięsa a przeważają mimo wszystko warzywa w różnej maści sosach.
    No i z tą aktywnością fizyczną to fakt, ubolewam nad tym bo chciałem trochę wolnego czasu poświęcić na sport, cóż...
    Pojazdy to też prawda, choć ja ich tutaj bardzo rozumiem, każdy radzi sobie jak może, kupuje to na co go akurat stać.
    Kible. Dramat. W mojej szkole w toaletach nie ma nawet papieru toaletowego, wciąż zastanawiam się czy dzieci przynoszą codziennie swój? Chyba muszą :D Ja już się zaopatrzyłem :D
    Jeśli chodzi o ruch drogowy to jest totalna masakra, choć mi się to trochę podoba, prawo dżungli :D Kto większy ten jedzie, chociaż małe skuterki (jeszcze mniejsze niż znamy z naszych polskich dróg) czasami starają się jakoś przepchać.

    OdpowiedzUsuń